Pamiętam, jak dziś - Rok 1991, siódma klasa podstawówki. W mojej szkole zaczęły się pojawiać pierwsze komputery na nowo powstający przedmiot - informatykę. Było to 7 (o ile dobrze liczę…) nowiusieńkich PC ATcośtam. Nie pamiętam ich parametrów, bo wtedy mało mnie to obchodziło. A później, to już tym bardziej…
Pamiętam, że sala do informatyki była utworzona we wschodnim skrzydle budynku szkoły, w małej salce na pierwszym piętrze, w pomieszczeniu po gabinecie higienistki (ona miała już nowe lokum - na nowo wybudowanym II piętrze).
Pamiętam, jak się kiedyś pani od polskiego “dogadała” z panem od “informy” i dane nam było pisać pierwsze w swoim życiu, dyktando na komputerze. Nie zapomnę tej radości w oczach każdego, gdy po całym dyktandzie, po wpisaniu magicznej komendy C:\>print dyktando.txt każdy robił wielkie oczy, jak ze skrzypiącej, piszczącej i jeszcze nie wiadomo, co robiącej drukarki igłowej, wysuwała się gotowa jego praca.
Pamiętam też, jak czasami pan włączał nam (jak się już nauczyliśmy MS-DOSowskich komend, to wpisywaliśmy sami…) grę - ELECTRO BODY. Wtedy był to absolutny hicior. Granie w małego, podobnego do Robocopa, ludzika, chodzącego po różnych labiryntach i strzelającego do jeszcze mniejszych stworów, to było to, czym się głównie na lekcjach informatyki zajmowaliśmy
.
Niedawno przypadkowo znalazłem na płytce właśnie tę grę. Oczywiście wrzuciłem na “pracowego” kompa.

Czasami, gdy mam wolną chwilę, to sobie pykam w tego “dinozaura” i wspominam szkolne czasy. Przyznaję, że w 16 kolorach kolorach VGA (więcej w pracy nie potrzebuję…) wygląda dużo lepiej, niż w barwach, jakie pamiętam ze szkoły - tam były monitory CGA o dwóch kolorach (czarnym - tło i bursztynowym - litery).
To były piękne dni…