Jacko – drugie podejście…

29 marzec 2009

Krótka historia jednego domu…

Zaszufladkowany do: Baltic Arena, Fotki, Gdańsk, Letnica, Powrót do przeszłości — Jacko @ 17:21
Tags: , , ,

Mistrzostwa EURO 2012 tuż tuż (1168 dni) a tymczasem w Letnicy zaczyna “ubywać” domów. Ot, chociażby tego na ul. Uczniowskiej, pierwszego od ul. Marynarki Polskiej (nie zdążyłem sprawdzić, jaki jest – tzn. BYŁ – jego numer).

Rok temu (a dokładnie 6.04.2008) wyglądał tak:

Potem długo długo nic, aż 21.02.2009 jacyś panowie zaczęli po dachu łazić:

Łazili łazili i po trochu rozbierali (27.02.2009):

Pewnego dnia (7.03.2009) przestało być ich widać, ale nadal rozbierali:

14.03.2009 byli już prawie na finiszu:

Aż w końcu w 1-szy dzień tegorocznej wiosny (21.03.2009, jakby ktoś nie wiedział… ;) ) tak ładnie zagrabili, że po budynku nie ma śladu:

Oj zmienia się dzielnica, zmienia…

No i oczywiście comiesięczny slideshow z wiaduktu:

Enjoy!

PS. Czy Wam też się wydaje, że mój blog się ostatnio monotematyczny (w sensie – euro2012balticarenowoletnicowy ;) ) robi?

21 marzec 2009

Pierwszy dzień wiosny w… Letnicy.

Zaszufladkowany do: Baltic Arena, Fotki, Gdańsk, Myślę, że..., Trip — Jacko @ 21:31
Tags: , ,

A co? Nie mogę ;) ? Tak się złożyło, że na dzisiaj ekipa z Wolnego Forum Gdańsk planowała wycieczkę po tej zaniedbanej dzielnicy Gdańska. Jako, że trafiło mi się wolne (w końcu…!!!), więc się wybrałem. Oto, co zobaczyłem:

Jeszcze niecały tydzień temu stał tu całkiem pokaźny budynek. Teraz, jak widać, nie ma po nim śladu.

Krótki “spacer” po okolicznych podwórkach:

Budynek starej szkoły. Podobno też idzie do wyburzenia. Patrząc na jego stan techniczny, to chyba jednak jedyny dla niego “ratunek”.

Niektóre budynki w Letnicy są wyremontowane (Starowiejska 49) i prezentują się całkiem przyzwoicie.

Generalnie większość dzielnicy, to tego typu domy (Stalowa 5):

ul. Niecała (chyba nr.9):

Potem już musiałem się zwijać (ekipa poszła dalej, w kierunku starej lokomotywowni), więc jeszcze “odwiedziłem” 2 beczki, które już od dawna planowałem sfocić (a propos – czy ktoś z Was może coś wie na temat tych beczek? – Skąd się tam wzięły? Od czego są? itd…):

No i jeszcze cotygodniowy widok z terenu budowy stadionu:

Po tym wszystkim poszedłem do domu (to znaczy w kierunku tramwaju). Mniej więcej 2/3 drogi zorientowałem się, że nie zdążę na tramwaj (12:34), więc zwolniłem krok, by spokojnie dojść na przystanek, na następny tramwaj (12:54). Tramwaj przyjechał, ale około godziny 12:48 i na wyświetlaczu, zamiast napisu “10 NOWY PORT”, miał napisane “POJAZD USZKODZONY” i zjechał do zajezdni. Tak więc do domu wróciłem dopiero kolejnym (13:14).

Koniec.

13 marzec 2009

Trzy pytania…

Zaszufladkowany do: Myślę, że..., Różności — Jacko @ 23:20
Tags: ,

Dzisiaj proszę Was, Szanowni Czytelnicy, byście odpowiedzieli mi na 3 pytania. To znaczy pytanie będzie jedno (zadane 3 razy), ale za to odpowiedzi będą (mam taką nadzieję) trzy różne. No to do dzieła.

Pytanie pierwsze – Jak nazwać człowieka, który po prostu wstaje rano (np. o 5:30, 6:00…), je śniadanie (ewentualnie wypija kawę), przed wyjściem całuje żonę, wychodzi na przystanek (lub do samochodu – jeśli takowy posiada) i jedzie do pracy. Pracuje np. od 7:00. Około godziny 10:00 idzie na przerwę. Po pół godzinie wraca do swoich obowiązków, które wykonuje do 15:00 (lub na przykład zostaje CZASAMI na nadgodziny, np. do 17:00). Po pracy wraca do domu (po drodze może np. odbierać dzieci ze szkoły, czy coś…). Czule wita się z żoną, je obiad a potem (zależnie od okoliczności) wychodzi gdzieś z rodziną (do znajomych, do kina, na spacer…), zajmuje się np. jakimś małym remoncikiem w domu lub po prostu korzysta z poobiedniej drzemki. Około godziny 22:00-23:00 (jeśli nigdzie nie wychodził) kładzie się spać, by na następny dzień być wypoczęty i gotowy do kolejnego dnia w pracy. Pracuje 5 dni w tygodniu, czyli weekendy ma dla siebie. Prócz tego raz w roku (czy ile tam…) przysługuje mu ustawowo ileś tam dni urlopu, który wykorzystuje np. na wyjazd z rodziną chociażby nad jakieś jezioro, czy w góry. Dodatkowo czasami dostaje od pracodawcy (za jakieś szczególne osiągnięcia) różnego typu nagrody. Prowadzi tzw. NORMALNE ŻYCIE. Jak nazwać takiego człowieka?

Pytanie drugie – Jak nazwać człowieka, który wstaje rano o godzinie 7:00, je śniadanie, sprawdza skrzynkę mailową i na chwilę przed 8:00 wychodzi z domu (nie całuje żony, bo takowej nie posiada). O godzinie 8:03 siedzi w tramwaju, by za około 50 minut być już w szatni i przebierać się do pracy. Pracuje (nie ma lekko) do około 13:00-13:30. Właśnie około tej godziny robi sobie przerwę. Po około pół godzinie kończy przerwę i wraca do pracy. Robi swoje jeszcze przez kilka (w zależności od potrzeb) godzin. Jako, że ma własną firmę, sam jest sobie szefem, więc formalnie nie jest od nikogo w żaden sposób uzależniony. Oczywiście jego praca wiąże się z pewnymi zależnościami w stosunkach z różnymi zleceniodawcami, ale generalnie to on sam ustala (po uzgodnieniu z różnymi ludźmi) warunki tych zależności. Około godziny 17:00-18:00 kończy pracę i idzie na tramwaj, który zawozi go prawie pod sam dom (po drodze nie odbiera dzieci ze szkoły, bo takowych też nie posiada). Zjada obiad, siada do komputera i znów sprawdza pocztę. Około godziny 20:00 idzie z psem na spacer. Po powrocie robi różne rzeczy do około 22:30-23:00, by o tej właśnie porze położyć się spać. Nastawia sobie budzik na 7:00. Czasami (w zależności od potrzeb) pracuje w soboty – trudno, taka branża. Generalnie jest w miarę zadowolony ze swojego życia zawodowego. Co innego życie prywatne (w tym towarzyskie) – dni powszednie między ok.18:00 a 7:00, soboty (całe lub od około 13:00) i niedziele, to trochę mało, by być zadowolony z ilości wolnego czasu. Nie ma zbyt wiele czasu na spotkania z przyjaciółmi (że już o czasie na szukanie sobie – że tak powiem – kandydatki na żonę, nie wspomnę…). Nie ma pracodawcy, więc o każdym jakimś większym wolnym (np. tygodniowy urlop) musi poinformować (najlepiej z co najmniej miesięcznym wyprzedzeniem) większość swoich zleceniodawców, by zmienili oni swoje plany tak, by za bardzo nie odczuli tego, że on jest na urlopie. Żyje z dnia na dzień i wykonuje swoje obowiązki w miarę solidnie. Czasami rozmyśla o przyszłości, ale generalnie nie może nic zrobić, bo nie ma czasu na zmiany. Chciałby coś zmienić w swoim życiu, ale za bardzo nie wie co, jak i czy te zmiany przyniosły by mu zamierzony efekt. Jak nazwać takiego człowieka?

Pytanie trzecie – Jak nazwać człowieka, który przykładowo wstaje rano, o 4:30 (?), wypija kawę, wychodzi z domu i wsiada w samochód. Po kilku minutach (bo ma blisko) jest już w pracy. Przebiera się (lub jest już przebrany – po prostu w domu od razu ubrał się w ciuchy robocze) i zaczyna pracę. Pracuje cały dzień. Około godziny 14:00-15:00 zaczyna go łapać zmęczenie. Jednak nie robi sobie normalnej przerwy, tylko przysiada na chwilę, by zaczekać aż zagotuje się woda. Po kilku minutach wraca do pracy, czasami przerywając, by napić się zrobionej niedawno kawy. Pracuje dalej, robiąc sobie czasami króciutkie przerwy (na pójście do toalety, na pogadanie z kimś itp.). W międzyczasie (tak mniej więcej około 15:00-18:00) dziwi się, że większość ludzi kończy już pracę i idzie (jedzie) do domu. Późnym wieczorem (gdy jest już bardzo zmęczony lub np. gdy przychodzi godzina 22:00 i nie można już zbytnio hałasować) jedzie do domu. Chociaż od tej “reguły” też zdarzają mu się wyjątki, bo czasami na “czas ciszy nocnej” zostawia sobie prace, które nie powodują hałasu – wtedy pracuje do około 0:00-0:30. W domu zapewne trochę odpoczywa, ale z “reguły” nie trwa to dłużej niż około 4-5 godzin. Co prawda następnego dnia przyjeżdża do pracy trochę później, ale w dalszym ciągu nie jest jest to godzina, o której normalny człowiek rozpoczyna pracę. Żonę i syna widuje zapewne tylko wtedy, gdy śpią albo gdy się spać szykują. No i w niedziele (bo jednak ten dzień tygodnia, póki co jeszcze, uznaje za dzień wolny od pracy). Jak nazwać takiego człowieka?

Pewnie niektórzy (niektóre) z Was zada mi pytanie – Dlaczego o to pytam? Odpowiedź jest prosta – Chcę się dowiedzieć, czy jestem jeszcze normalny, czy dopiero zaczynam wariować, czy już zwariowałem.

9 marzec 2009

Jest sprawiedliwośc na świecie…

Zaszufladkowany do: Myślę, że..., Różności, Wydarzenia — Jacko @ 22:52
Tags: , ,

Prezentuję Wam dzisiaj dwie przeciwstawne sobie osoby (w moim rozumieniu). Pierwszą z nich jest profesor Zbigniew Religa.
.
Zdjęcie STĄD

Poseł, senator, minister, ale przede wszystkim najwybitniejszy w Polsce kardiochirurg. Pomimo, że przez wiele lat nałogowo w ogromnych ilościach palił papierosy (podobno też miał problemy alkoholowe), był to człowiek, o którym mówiono, że był bardzo serdeczny, miły, i niezwykle otwarty na pomaganie ludziom. Podobno przebywanie w jego towarzystwie zawsze należało do przyjemności.

Tego Pana autentycznie będzie mi brakowało. Naprawdę szczerze “kibicowałem” (i nadal to robię) jego Akcji polskieserce.pl.

Drugą osobą jest Andrzej Samson.

Zdjęcie STĄD.

Psycholog, psychoterapeuta, ale przede wszystkim PEDOFIL. W 2005 roku zostały mu postawione zarzuty (za WIKIPEDIĄ):

1. W okresie od 1999 do początku 2004 roku, wielokrotnie doprowadził małoletnich (leczonego przez niego chłopca i dziewczynkę) poniżej 15 lat do poddania się “innej czynności seksualnej”.
2. Prezentował dzieciom treści pornograficzne.
3. Utrwalał i rozpowszechniał (za pomocą Internetu) dziecięcą pornografię.
4. Przechowywał na swoim komputerze dziecięcą pornografię.

Jak tak patrzę na jego gębę, to widzę tylko jedno – mendę. Kogoś, kto nie powinien chodzić po tym świecie. No bo jeśli można (oczywiście czysto teoretycznie) spróbować zrozumieć innego typu przestępstwa (kradzieże, morderstwa w afekcie itp.), to SEKSUALNE ZNĘCANIE SIĘ nad BEZBRONNYMI DZIEĆMI, pod przykrywką “pracy nad nową metodą leczenia” NIGDY nie znajdzie w moich myślach ani krzty zrozumienia.

Tego pana NA PEWNO nie będzie mi brakowało. Trochę żałuję, że nie dożył do finału procesu i nie usłyszał słowa “WINNY”. Ale i tak jestem zadowolony.

Może niektórzy (niektóre) z Was powiedzą, że nie powinno się mówić źle o osobach zmarłych. Ale niestety nie potrafię w tym przypadku powstrzymać złych słów. I szczerze mówiąc, gówno mnie to obchodzi, czy się to komuś podoba, czy nie.

1 marzec 2009

Na Lechii byłem…

Zaszufladkowany do: Fotki, Gdańsk, Lechia Gdańsk, Różności, Wydarzenia — Jacko @ 13:27
Tags: , , ,

A co? Wolno mi. ;)

Lechia ze Śląskiem grała. Tomek mnie wyciągnął. Pomyślałem sobie, że skoro mam znowu siedzieć w domu i patrzeć w telewizor (lub w monitor – to bardziej prawdopodobne…), to już lepiej, jak gdzieś pójdę. A biorąc pod uwagę fakt (nie przynudzam…? ;) ), że już jakiś czas temu się na mecz Lechii wybierałem, postanowiłem pójść. I to była dobra decyzja.

Frekwencja, jak widać, dopisała.


W pewnym momencie odpalono race.

Tomek (z szalikiem do góry “nogami” ;) ).

I już po meczu. Wynik zadowalający (bo w końcu to mecz przyjaźni…).

Jeszcze raz Tomek (kto go uczył szalik trzymać…? ;) ) .

I na koniec linki do akcji, po których padły bramki:
52. minuta, Jarosław Fojut strzela główką bramkę i Lechia przegrywa 0:1;
76. minuta, Maciej Kowalczyk ustanawia wynik meczu na 1:1.

Moje ogólne wrażenia? Podobało mi się.

Kolejny mecz już za tydzień (7 marca) i chyba też pójdę. Zobaczymy…

Blog na WordPress.com.