Z prezentem dla siebie nie trafiłem. Bo u nas w domu, to już od kilku lat, każdy sobie sam jakiś prezent pod choinkę kupuje. Lub ewentualnie wspólnie ustalamy, co trzeba kupić.
No i właśnie kupiłem sobie prezent:

Zegar dość nietypowy, bo zamiast klasycznych wskazówek lub wyświetlacza, ma – jak ja to sobie nazwałem – SYSTEM DWORCOWY, czyli liczby godzinowe i minutowe są umieszczone na płytkach podobnie, jak na starych “wyświetlaczach” kolejowych. Pomyślałem sobie, że bardzo fajnie byłoby mieć taki “dworcowy” zegar. Gdy jednak przyszła noc, dotarło do mnie, że byłem w błędzie…
Pierwszej nocy (z 24 na 25 grudnia) położyłem się spać około 23:30. Leżałem na łóżku w prawie że idealnej ciszy. I wtedy właśnie przekonałem się, co ten zegar naprawdę “potrafi”. Co pół minuty ciszę przerywał stukot obracających się (czy co tam się dzieje w środku…) trybów. Do tego jeszcze (co minutę) spadała kolejna minutowa płytka. A jakby tego było mało, to jeszcze (co godzinę) z nieporównywalnie większym “hukiem” zmieniała się płytka godzinowa…
“Słuchałem” tych dźwięków, przewracałem się z boku na bok aż w końcu, tak gdzieś do około 1:30 (chyba) udało mi się zasnąć. Spałem do około 9:30. Jakoś przeżyłem… Pomyślałem sobie, że skoro się udało, to jakoś z czasem przywyknę do tego hałasu.
Ale dzisiejsza noc była dużo gorsza. Położyłem się spać około północy, próbując zasnąć, ale ten durny zegar za nic nie chciał “klepać” trochę ciszej. Włączyłem sobie telewizor, obejrzałem trochę jakiegoś filmu, później pograłem trochę w gierkę na komórce i nic. Zegar nie dawał za wygraną…
Próbowałem też przykrywać się cały kołdrą, by nie słyszeć “klepania”, ale też nic. A poza tym, jak wszyscy wiedzą , zbyt długie oddychanie pod kołdrą – że tak powiem – nie należy do przyjemnych rzeczy…
W końcu nie wytrzymałem! Około godziny 2:45 wstałem z łóżka, wziąłem tego “winowajcę” i wyniosłem do łazienki. Niech tam sobie “klepie”! Napiłem się PEPSI, bo mi w międzyczasie w gardle zaschło i wróciłem do łóżka. Ale ciiiiisza…
Obudziłem się około 8:00 i od razu mi do głowy przyszła jedna myśl – trzeba było tak zrobić od razu. I postanowiłem – CO WIECZÓR BĘDĘ TEN ZEGAR WYNOSIŁ DO ŁAZIENKI! Tam nikomu nie będzie przeszkadzał.
A na przyszłość będę musiał bardziej myśleć nad tym, co kupuję…











