Jacko – drugie podejście…

30 lipiec 2008

Lubię…

Zaszufladkowany do: Fotki, Myślę, że..., Różności — Jacko @ 18:41

Lubię czasami nie wracać po pracy na obiad do domu, tylko zjeść coś na mieście. Chociażby w barze IKARUS na dworcu PKS.

Przydałaby się do tego jeszcze jakaś zupka (polecam kapuśniak – IDEALNY !), ale akurat już nie było.

Niby nic wielkiego a jednak inaczej smakuje…

28 lipiec 2008

STOP KRETYNOM DROGOWYM !!!

Zaszufladkowany do: Fotki, Gdańsk, Myślę, że..., Różności — Jacko @ 19:39
Tags:

Czas: Dzisiaj, godzina 08:55;

Miejsce: Skrzyżowanie Łostowickiej i Pana Tadeusza;

Czyli tutaj (nie sugerujcie się fotami – nie były robione podczas zdarzenia, tylko po południu, jak już z pracy wracałem):

Idę ja sobie do pracy i, jak zwykle w tym miejscu, patrzę w lewo, czy przypadkiem jakiś kretyn nie jedzie z góry. Robię tak ze względu na to, że przeważnie taki właśnie kretyn nie zatrzymuje się przed przejściem dla pieszych, tylko dojeżdża do samej Łostowickiej. Tak było i dziś.

Stoję przed samym wejściem na pasy i się rozglądam. Nagle w góry wyjeżdża sobie bordowy mercedes i zatrzymuje się centralnie przede mną. Mało tego – jak już się tu zatrzymał, to powinien przynajmniej spojrzeć w obie strony (czyli w tym przypadku – w lewo, czy ktoś nie jedzie z kierunku cmentarza i w prawo, czy nikt nie jedzie (lub idzie) od strony ul. Kartuskiej). Spojrzał tylko w lewo…

Ja w tej sytuacji (widząc, że kilka samochodów z góry jedzie) postanowiłem, że przejdę mu przed maską i pokażę, by się w głowę pier… ;) stuknął pajac jeden. Nie zdążyłem…

W momencie, gdy byłem w połowie drogi, ten oszołom ruszył i mało mnie nie zabrał ze sobą na masce. Całe szczęście, że nie ruszył zbyt szybko, bo nie wiem, co by ze mną było. A tak trzasnąłem mu rękami po masce i krzyknąłem coś w stylu “Jak jeździsz cymbale!!! Kto Ci prawo jazdy dał???”

Widziałem (nie słyszałem, bo miałem słuchawki w uszach), jak coś tam do mnie gadał. Kiwał głową w przepraszającym geście, ale ja i tak go nie słuchałem, bo nie byłem w stanie. Machnąłem mu jeszcze kilka razy ręką, pokazałem za kogo go uważam i poszedłem do pracy. Przyszła mi jeszcze do głowy myśl, by się wrócić i mu parę kopów na drzwi zasadzić, ale stwierdziłem, że nie ma to sensu (bo by mnie potem noga bolała, czy coś…)

A jak już jestem przy Łostowickiej, to chciałbym się zapytać Szanownych Włodarzy Naszego Kochanego Miasta, czy zrobią coś w końcu z “kierowcami”, którzy PERMANENTNIE jadąc z Moreny, przecinają ul. Kartuską i skręcają w lewo w ul. Struga pomimo, że kilka metrów przed skrzyżowaniem jest znak ZAKAZ SKRĘTU W LEWO !!! ?

Czasami (czytaj “bardzo rzadko”) widuję tam w krzaczorach schowany radiowóz policyjny, który ściga tych, którym się nie chce “zrobić pętli” na placu przed sklepem SONIA, by dopiero w Struga wjechać. Ale to się zdarza tak rzadko, że praktycznie można powiedzieć, że NIC się w tej sprawie nie dzieje!

Reasumując – KRETYNÓW drogowych nie brakuje! Uważam, że niektórym, to się powinno prawa jazdy dożywotnio zabierać, bo nie mają pojęcia o ruchu drogowym i w głębokim poważaniu mają to, że NIE SĄ jedynymi użytkownikami dróg.

A tak w ogóle, to zastanawiam się, co za kretyn postawił ten znak STOP w połowie zakrętu???

Przecież, gdyby znak stał przed (dla tych, co zjeżdżają z Pana Tadeusza) pasami i jeszcze dodatkowo jakby namalować linię przerywaną (zmuszającą do zatrzymania przed STOPem), to problem by znikł (przynajmniej teoretycznie…). Tym bardziej, że widać, że niedawno byli tu z farbą i malowali…

LUDZIE !!! PROSZĘ JA WAS !!! UŻYWAJCIE MÓZGU !!!

22 lipiec 2008

At work…

Zaszufladkowany do: Myślę, że..., Różności, Video — Jacko @ 22:07
Tags:

Chciałby ktoś wiedzieć, czym się zajmuję w pracy? Między innymi tym:

13 lipiec 2008

WIELCY GDAŃSZCZANIE…

Wydarzyło się dzisiaj, na plaży, na Przymorzu, między wejściami 57 a 58. Była to impreza o nazwie II Międzynarodowy Gdański Plener Rzeźby z Piasku
„Wielcy Gdańszczanie”
. Od ponad tygodnia rzeźbiarze przygotowywali te dzieła. Oto efekty ich pracy:

Fizyk i inżynier DANIEL FAHRENHEIT (ten od tej “innej” skali… ;) ):

W latach 1763-1767 burmistrz Gdańska DANIEL GRALATH (ten, co ufundował Wielką Aleję (dziś Al. Zwycięstwa) w Gdańsku):

Malarz DANIEL CHODOWIECKI:

Filozof ARTHUR SCHOPENHAUER:

Geograf FILIP CLÜVER:

Przyrodnik GUSTAV RADDE (przyznaję się bez bicia, że pierwszy raz słyszę to nazwisko…):

Astronom, odkrywca, piwowar (za to ostatnie lubię go najbardziej… ;) ) JAN HEWELIUSZ:

Pisarz GÜNTER GRASS (wiadomo “Blaszany bębenek” itd…):

I były prezydent RP LECH WAŁĘSA (dla niektórych TW “BOLEK”…) :

A wszystkiego pilnowały dwa wielkie lwy. Oczywiście gdańskie…

Generalnie bardzo mi się podobało. Było to lepiej zorganizowane, niż w zeszłym roku (zresztą pisałem o tym na swoim poprzednim blogu). Można było bliżej podejść i – co się z tym wiąże – lepiej podziwiać efekty pracy rzeźbiarzy. Osobiście jestem pełen podziwu dla ich twórczości.

A teraz offtop – pewnie słyszeliście o tragicznej śmierci profesora Geremka. Wielka strata dla Polski… Wielka strata dla Europy… Nie ma sprawiedliwości na świecie…

12 lipiec 2008

Po pracy nie wolno…?

Zaszufladkowany do: Gazetówka, Myślę, że..., Różności — Jacko @ 10:30
Tags: ,

Sprawa może nie jest zbyt istotna, ale tak jakoś mi nie daje spokoju. Kilka dni temu jeden z tabloidów na swoich łamach przedstawił artykuł o tym, jak w jednej z sopockich restauracji miała miejsce bójka, w której brał udział nasz bokser Dariusz Michalczewski. Jest wiele wersji tego wydarzenia, ale akurat nie na tym chciałem się skupić.

Chodzi mi o to, jak niektórzy odnoszą się do tego wydarzenia. Są na przykład opinie, że Darek, jako zawodowy bokser, nie powinien “nadużywać swoich zdolności zawodowych” podczas takich sytuacji. Bo “przecież zawodowo bije ludzi, wie jak to robić, by było to skuteczne” itd. Czyli co? Miał się podłożyć? Miał dać się pobić?

Albo inaczej – czy zwykłemu (w sensie nie-bokserowi) człowiekowi, podczas ataku na swoją osobę, wolno się bronić tak, jak potrafi a bokserowi, ze względu na swoje umiejętności, nie wolno? Paranoja jakaś…

Szlag mnie trafia.

Tak mi przyszły teraz do głowy inne zawody. No bo wyobraźmy sobie sytuację, gdy np. lekarz (czy chociaż sanitariusz), po godzinach swojej pracy, jedzie samochodem i widzi dość groźny wypadek. Zatrzymuje się w pobliżu, widzi co się stało, widzi że są poszkodowani, potrzebujący natychmiastowej pomocy. I co teraz? Ma im pomóc? Przecież nie jest w pracy…!

Albo na przykład mechanik samochodowy, który wraca po pracy do domu i widzi inny samochód stojący na poboczu. Kierowca woła go i prosi o pomoc. I co dalej? Czy mechanik może zakazać rękawy i korzystając ze swojej fachowej i praktycznej wiedzy, próbować uruchomić silnik? Przecież nie jest w pracy…!

I tak dalej i tak dalej… Można by tak wymieniać różne zawody, ale przecież to nie tędy droga, prawda…?

Reasumując – uważam, że pan Michalczewski nic złego nie zrobił a po prostu zachował się tak, jak powinien każdy w takiej sytuacji. On i jego towarzysze znaleźli się w sytuacji zagrożenia, więc trzeba było temu zagrożeniu przeciwdziałać i unieszkodliwić agresorów.

A że atakujący trafili na zawodowego boksera, to akurat ich pech. Następnym razem bardziej się zastanowią, kogo atakują. I tak powinni się cieszyć, bo z tego, co się orientuję, to akurat pan Darek jest jednym ze spokojniejszych przedstawicieli tej profesji. Nie chciałbym tu nikogo oczerniać, ale coś mi mówi, że gdyby takie coś spotkało Andrzeja Gołotę, to skończyłoby się to dużo gorzej. Dla agresorów oczywiście…

Następna strona »

Blog na WordPress.com.