… jak jeden dzień… Chociaż niekoniecznie. Ale nieważne. Nie o tym chciałem.
20 lat temu (a właściwie, to 19) powstał ostatni film z serii przygód Indiany Jonesa - “Indiana Jones i ostatnia krucjata”. A ja wczoraj byłem w kinie na najnowszej części - “Indiana Jones i Królestwo Kryształowej Czaszki”. Powiem tak - film może i był fajny, może i tworzył jakąś integralną całość z poprzednimi częściami, ale ogólnie nie byłem zadowolony. To znaczy film jako film był nawet dobry, ale powiem szczerze, że za 20 zeta (na cenę składał się bilet i paczka nowych Tic Tac’ów - Melon Mix…
) spodziewałem się czegoś lepszego. Co prawda kilka dni temu widziałem kawałek wywiadu z Harrisonem Fordem, w którym mówił, że starali się ograniczyć do niezbędnego minimum wstawianie efektów specjalnych (i nawet dało się to zauważyć), ale jakoś tak po prostu mi się nie podobał. No ale nie będę Wam przecież teraz filmu opowiadał - musicie (tzn. jeśli zechcecie) obejrzeć go i sami ocenić. Ode mnie tylko taka mała rada - nie idźcie do kina. Poczekajcie aż będzie na DVD w wypożyczalniach albo ściągnijcie sobie gdzieś piracką wersję (z tym drugim, to oczywiście żartuję…).
Druga część wpisu, to 20-lecie zespołu Big Cyc w Gdańsku na Targu Węglowym. I tutaj kilka fotek (dzisiaj trochę mniejsze, niż zwykle - bo TAK
):
Na początku pojawił się Kabaret “Neo-Nówka” z Wrocławia (pozdrowienia dla koleżanki Grażki):

Później legendarny Oddział Zamknięty (trochę za długo grali…):

Po nich krótki acz treściwy (jak zawsze zresztą…) występ dał Jarek Janiszewski z Czarno - Czarnych:

Aż wreszcie kilka minut przed 22:30 na scenie pojawili się szanowni jubilaci:

A całość prowadził nie kto inny, jak nasz lokalny konferansjer Paweł “Konjo” Konnak:

Ogólnie koncert bardzo dobry (jak każdy z udziałem Big Cyca…). Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała, to kilka grupek rozentuzjazmowanych młodych kibiców gdańskiej Lechii, którzy po powrocie z wygranego meczu ze Stalą Stalową Wolą (2:0) postanowili się trochę (???) powydzierać. Oczywiście też cieszę się z tej wygranej, ale ludzie! Dajcie spokój! Trochę umiaru! Kiedy jest mecz i są emocje sportowe, to krzyczymy “Lechia do boju” itp. a kiedy koncert, to krzyczymy coś innego a nie na odwrót.
Przeszkadzało mi to tak bardzo, że nie doczekałem do końca koncertu i o 23:25 wsiadłem w tramwaj i pojechałem do domu.