Jacko – drugie podejście…

29 grudzień 2007

http://nasza-klasa.pl/

Zaszufladkowany do: Różności — Jacko @ 10:45

Tak się zastanawiam, kto jeszcze o tej stronie nie słyszał…? Serwis nasza-klasa.pl robi teraz taką furorę, że niedługo będzie to chyba największa baza danych w kraju ;) . Tylu znajomych ludzi można tam znaleźć… Ja sam mam już (a może dopiero) 51 osób zapisanych jako znajomi. I ta liczba ciągle rośnie.

A wczorajszego dnia, to już w ogóle zamieszanie było. A było to tak – najpierw, kilka dni temu Magda, koleżanka z technikum, przesłała nam wiadomość, że 28 grudnia 2007 w Barbadosie (taka knajpa) organizuje spotkanie klasowe. Pomyślałem sobie, że super będzie spotkać starych znajomych (ile to już lat…? Niech policzę… 2007-1998=9). Więc się wczoraj wybrałem. Na miejscu czekały już: Magda, Justyna i Danka. Poczekaliśmy parę minut i weszliśmy do środka. Przy wejściu spotkałem kolegę Grzegorza (dla tych, co znają – DeFU), który też na swoje spotkanie klasowe przyszedł (to jeszcze nie koniec zamieszania… ;) ). Zajęliśmy stolik i czekaliśmy. Po jakimś czasie pojawił się Włodek, potem przyszła Kaśka, dalej Agata z Piotrkiem i na końcu Przemek. Czyli tak się dziwnie złożyło, że na 9-cio lecie spotkało się 9 osób… ;)

A wracając do sprawy zamieszania, to podczas witania się z kolejnymi przybywającymi, z drugiego końca sali usłyszałem wołanie: “Marcin! Marcin!”. Obejrzałem się i nie uwierzyłem własnym oczom. To wołała mnie Magda, moja koleżanka z ławki w ostatniej klasie podstawówki (ile to już lat? 2007-1993=14. Zawsze byłem dobry z matmy… ;) ). Też miała spotkanie ze swoją klasą. Zbieg okoliczności? Nie wiem.

A wracając do mojej klasy z technikum, to stwierdzam, że ludzie się bardzo nie pozmieniali. Oczywiście niektórzy są po ślubach, mają dzieci itd. Ja się niestety takimi osiągnięciami nie mogłem pochwalić. Ale to nic. Na mnie też kiedyś przyjdzie czas. Bo kiedyś przecież musi… ;)

Aha, jeszcze mi się przypomniało – okazało się, że w Barbadosie pracuje dziewczyna, która też chodziła do tej szkoły, co my tyle, że jest chyba ze 2 lata od nas młodsza. Jaki ten świat mały…

Podczas spotkania rzuciłem hasło, że za rok się znów spotkamy. Mam nadzieję, że będzie nas wtedy dużo więcej…

23 grudzień 2007

Święta, święta…

Zaszufladkowany do: Humor, Myślę, że..., Video — Jacko @ 21:02
Tags: , , ,

Jutro już Wigilia, więc wypadałoby chyba życzyć wszystkim wesołych, spokojnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia, spędzonych w rodzinnym gronie, wielu wspaniałych prezentów pod choinką i wielu innych takich. Ale po co…? To wszystko jest takie… standardowe.

Jak to, że zawsze ojciec bigos gotuje i makaron robi.

Jak to, że zawsze ja mak przez maszynkę przekręcam.

Jak to, że zawsze wszyscy wiedzą, co pod choinką znajdą.

Mimo wszystko świąteczny czas ma “to coś” w sobie. Rodzinna atmosfera. Każdy ma pełne ręce roboty. Oczekiwanie (mimo wszystko) na rozpakowanie prezentów itd.

Tak więc, mimo wszystko Wesołych Świąt Wam wszystkim życzę.

19 grudzień 2007

Tramwajem na Chełm…

Zaszufladkowany do: Fotki, Gdańsk, Myślę, że..., Tramwaje, Trip, Wydarzenia — Jacko @ 17:01
Tags: ,

Wybrałem się dziś na otwarcie nowej linii tramwajowej na Chełm. Wydarzenie dość ważne, bo – jak mówił prezydent Adamowicz – największa od 30 lat inwestycja tramwajowa w Gdańsku. Pytałem ojca. Faktycznie – coś około 1977 roku zlikwidowano pętlę na placu Komorowskiego i puszczono tramwaje na Zaspę i Przymorze.

Ale nie o tym chciałem. Dzisiaj otwarcie nowej linii było. A wyglądało to tak:

Najpierw przyjechał pierwszy Bombardier (1005):Bombardier 1005

Potem drugi (1006):Bombardier 1006

I wreszcie trzeci (1007):

Potem była grochówka lub, jak kto wolał, bigos (nie załapałem się, niestety):

Przemówienie Pana Prezydenta:

A potem, to już oczekiwanie na pierwszą przejażdżkę (ciężko było się dopchać):

I wreszcie jestem w środku:
Jak to miło popatrzeć na czysty i zadbany (póki co jeszcze) tramwaj. ;)

Nie rozumiem ludzi, którzy są przeciwni takim inwestycjom. Przeważnie tacy ludzie na co dzień nie korzystają z komunikacji miejskiej, tylko własnymi samochodami swoje dupska wożą. Siedzą w tych swoich 4 kółkach i kombinują, jakby tu pojechać do centrum, by ominąć korki itd. podczas, gdy tramwajem znaleźli by się na miejscu o wiele szybciej.

Przyznaję – samochód, to bardzo przydatne “urządzenie”. Gdy trzeba pojechać gdzieś za miasto, gdy trzeba coś przewieźć z miejsca na miejsce i jeszcze we wielu przypadkach. Ale, do cholery, niech nie gadają, że tramwaj jest niepotrzebny!!! Skoro sami tramwajami nie jeżdżą, to niech chociaż dają innym pojeździć. Mają samochody, to niech sobie mają.

Dla mnie takie podejście do sprawy jest analogiczne do postawy niektórych posłów, radnych i innych takich, którzy “w geście dobrej woli” rezygnują z darmowych przejazdów środkami komunikacji miejskiej. Mogłoby się wydawać, że ich “czyny” są bardzo szlachetne i świadczą o ich przyzwoitości. Pytam się jednak – Jaki z tego pożytek, że ten, czy inny poseł zrezygnuje z tego, skoro i tak tramwajem nie jeździ, tylko swoim prywatnym (lub co gorsza – służbowym samochodem)? ŻADEN !!!

A najbardziej, to mnie ostatni wkurzyło stwierdzenie pewnej osoby (dodam, że na co dzień nie jeździ tramwajami). Oto nasz krótki dialog:

Ja: We środę otwarcie nowej linii na Chełm.
On: No i co z tego?
Ja: Jak to co? Takie wielkie wydarzenie!
On: Jasne. Takie to akurat potrzebne teraz jest…
Ja: No co Ty gadasz?
On: Wiesz Marcin, ja Ci powiem. To wszystko, to jest… a zresztą, szkoda gadać…

Pozwólcie, że spuszczę na to zasłonę milczenia.

Bo ja, to w ogóle jestem za tym, by pobierać opłaty od wjazdu samochodem do miasta. Oczywiście, nie od mieszkańców. Nie jestem pewien, ale tak chyba jest we wielu europejskich miastach. Powinno się to odbywać na tej zasadzie, że jakiś turysta przyjeżdża na przedmieścia, parkuje samochód na jednym z parkingów (nie powinny być drogie) i, chcąc np. zwiedzać miasto, korzysta z komunikacji miejskiej, która go po całym mieście wozi. Proste!

Tak więc Szanowni Niejeżdżący Komunikacją Miejską – jeśli na co dzień nie korzystacie z autobusów i tramwajów, tylko wozicie swoje Szanowne dupska samochodem, to sobie woźcie. I stójcie w korkach patrząc, jak Was mijają przejeżdżające tramwaje.

A jakby ktoś chciał sobie popatrzeć na nową pętlę na Chełmie, to po prawej stronie mam link. Wystarczy pstryknąć.

13 grudzień 2007

Spacery z psem…

Zaszufladkowany do: Ares, Myślę, że... — Jacko @ 21:37
Tags: ,

Będąc dziś wieczorem na spacerze z Aresem spotkałem (nie – to niewłaściwe słowo! WIDZIAŁEM Z DALEKA) moją koleżankę, jak też swojego pupila (a właściwie pupilkę) na spacer “wyprowadzała”. I tak mi przyszło do głowy – jak by mogła wyglądać moja z nią rozmowa na temat wyprowadzania psów.

Pewnie byłoby to coś w tym stylu:

Ona: -… bo wiesz, jak ja na spacer ze swoją wychodzę…

Na to ja bym odpowiedział:

-No cóż… Skoro sprowadzenie (lub też zniesienie) z 3. piętra na dół, wsadzenie do samochodu, podjechanie 200-300 metrów nad kanał, wysadzenie suczki, by sobie trochę połaziła, wsadzenie z powrotem do auta, zawiezienie 200-300 metrów pod dom i zaprowadzenie (bądź też zaniesienie) do domu nazywasz spacerem, to co ja ze swoim psem robię? Na wycieczki chodzę…? A mój ojciec co robi? Na urlopy z nim jeździ…?

Nie rozumiem ludzi, którzy tak postępują. Ja, jak z Aresem na spacer wychodzę, to muszę z nim przynajmniej te 20 minut połazić. Jak można traktować psa (bądź też inne zwierzę) jak coś, co całymi dniami leży na kanapie i czasami trzeba “to coś” na zewnątrz wyprowadzić, by się wypróżniło, po czym zaraz z powrotem się do domu wraca. Nie rozumiem tego. I nawet nie próbuję zrozumieć…

12 grudzień 2007

Czy warto…?

Zaszufladkowany do: Myślę, że... — Jacko @ 17:24

Tak mi ostatnio do głowy przyszło, czy warto robić dobre uczynki. Czy warto być dla ludzi dobrym i pomagać ludziom w różnych sprawach? Sprawa może wydawać się banalna – oczywiście, że warto! Przecież przez dobre uczynki rośnie nasza wartość w oczach innych ludzi, przez co stajemy się lepsi. To sprawa bezdyskusyjna.

Nasuwa się jednak pytanie – co my z tego mamy? Oczywiście prócz coraz większego szacunku ludzi. Prócz poczucia, że jesteśmy komuś potrzebni w różnych sprawach. Sprawach błahych, jak np. przyniesienie komuś drewna z piwnicy lub poważniejszych, jak np. pomoc w znalezieniu książki potrzebnej do rehabilitacji dziecka. Co mamy z tego OSOBIŚCIE?

Spróbujmy na chwilę wczuć się w rolę totalnego egoisty. Spójrzmy na to ze strony kompletnego braku poszanowania dla relacji międzyludzkich. I podejmijmy próbę oceny tego, co napisałem wyżej. Pomyślmy “Co ja będę miał z tego, jak pomogę komuś wynieść jakąś szafę z domu i przynieść inną?”, “Czy jak pomogę starszej pani wysiąść z tramwaju, to czy ona okaże mi wdzięczność i podziękuje mi za to?” Albo inaczej – “Czy jak zaproponuję tej starszej pani pomoc przy wyjściu z tramwaju, to czy ona nie weźmie mnie za jakiegoś oprycha i nie narobi krzyku, że ją napadłem?”

Całe szczęście, że nie myślę w ten sposób… Całe szczęście, że tak sobie tylko gadam… Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, by zastanawiać się, czy warto pomagać. Gdy mnie Tomek z Magdą zapytali, czy pomogę im położyć panele w pokoju, nie zastanawiałem się ani chwili. Jedynym “problemem” w tej kwestii było tylko pytanie “kiedy?”. I nawet mi do głowy nie przyszło, by się zastanawiać, co będę z tego miał, prócz własnej satysfakcji (i bólu kolan… ;) )? Oczywiście nie wliczając tego, że parę browarków postawił, ale to sprawa oczywista. Z przyjacielem, to można sobie zawsze piwko wypić, bo to sama przyjemność.

Albo gdy stoję w tramwaju i widzę, że jakaś kobieta z wózkiem zbliża się do drzwi, by wysiąść na najbliższym przystanku, bez zastanowienia podchodzę i pytam, czy pomóc. I tak dalej, i tak dalej…

I niech mi nikt nie mówi, że nie warto bezinteresownie pomagać. WARTO! Choćby tylko dla własnej satysfakcji.

Następna strona »

Blog na WordPress.com.