… układać sobie w myślach różne możliwości przebiegu rozmów (niekiedy bardzo poważnych), jakie mam w najbliższym czasie przeprowadzić z różnymi ludźmi. Muszę przestać!
Dlaczego? Ostatnio zauważyłem, że czasami właśnie tak robię – myślę sobie, jak zacząć taką rozmowę, jakich argumentów używać, ustalam (sam ze sobą) co powiem, gdy mój rozmówca mnie czymś zaskoczy (pozytywnie lub negatywnie).
I co z tego wynika? Nic. Efekt tego jest taki, że jak już przychodzi “co do czego”, to albo zapominam, co sobie “wymyśliłem” i mówię całkiem co innego, albo – co gorsza – z niezrozumiałych dla mnie przyczyn, unikam sytuacji, w których miałoby ewentualnie dojść do rozmowy na TE tematy.
Nie wiem, może mój rozum jest tak skonstruowany, że traktuje te moje “ustalenia” jako “sprawy już załatwione” i “nie widzi potrzeby kontynuowania tych wątków”… To jedyne, co mi przychodzi do głowy…
Dlaczego o tym piszę? Dlatego, że “mam w zanadrzu” kilka spraw (głównie zawodowych – warunki pracy, czas pracy, zarobki i takie tam…), które wymagają dość poważnych rozmów z kilkoma osobami, ale jakoś nie mogę “się przełamać” i w końcu tych spraw załatwić.
A najgorsze w tym wszystkim jest to, że ja WIEM DOSKONALE, że czas nie jest w tym przypadku moim sprzymierzeńcem i że ciągłe odkładanie tych rozmów na później DZIAŁA TYLKO NA MOJĄ NIEKORZYŚĆ.
Muszę się przełamać… Problem w tym, że nie bardzo wiem, jak to zrobić…
)

















